Tak. W kapitalizmie pracownicy nie wymieniają wytworów swojej pracy. Za to wymieniają samą pracę na pieniądze. Sprzedają samych siebie w określonym przedziale czasu i, w zamian za płace, zobowiązują się być posłuszni swoim płatnikom. Ci, którzy płacą i wydają rozkazy -- właściciele i dyrektorzy -- znajdują się na szczycie hierarchii, ci którzy słuchają -- na dole. To znaczy, że kapitalizm, z samej swej natury, jest hierarchiczny.
Jak przekonuje Carole Pateman, "aby zbierać owoce zdolności czy możliwości pracy, nie można ich wykorzystywać bez pobudzania woli pracownika, jego zrozumienia i doświadczenia. Wykorzystywanie możliwości pracy wymaga obecności jej 'właściciela', i pozostaje ona zwykłą teorią, dopóki nie zacznie on działać w sposób niezbędny do zastosowania jej w praktyce, lub dopóki nie zgodzi się albo nie zostanie zmuszony tak postąpić; to jest -- pracownik musi pracować. Umowa o wykorzystywaniu możliwości pracy to marnotrawienie zasobów, o ile nie mogą one zostać użyte w sposób, którego wymaga nowy właściciel. Fikcyjna 'możliwość pracy' nie może zostać wykorzystana; niezbędne jest, ażeby pracownik wykonywał to, czego się żąda. Dlatego umowa o pracę musi tworzyć stosunek panowania i posłuszeństwa między pracodawcą a pracownikiem. . . W skrócie, umowa, w której pracownik rzekomo sprzedaje swoje możliwości pracy jest umową, w której sprzedaje kierowanie wykorzystywaniem swojego ciała i siebie samego, ponieważ nie może on być oddzielony od swoich zdolności. Uzyskiwanie prawa do wykorzystywania kogoś innego jest pełnieniem roli jego (cywilnego) pana" [Kontrakt płciowy -- porównaj z cytatem z Proudhona zamieszczonym powyżej].
Ta hierarchiczna kontrola nad pracą najemną skutkuje wyobcowaniem pracowników od swej własnej pracy, a więc od siebie samych. Pracownicy już nie rządzą samymi sobą w godzinach pracy, a więc nie są już wolni. Kapitalizm, traktując pracę jak towar analogiczny do wszystkich innych towarów, neguje kluczową różnicę między pracą a innymi "zasobami" - a przynajmniej jej nierozdzielność od swego wykonawcy - praca, w przeciwieństwie do innej "własności", jest obdarzona wolą i działaniem. Więc gdy się mówi o sprzedawaniu pracy, niezbędne jest ujarzmienie woli (hierarchia). Jak pisze Karl Polanyi:
"Praca to tylko inna nazwa ludzkiej działalności towarzyszącej samemu życiu, które z kolei nie jest tworzone na sprzedaż, ale z zupełnie innych powodów. Ta działalność nie może też zostać oderwana od reszty samego życia, być gromadzona i uruchamiana" [Wielka transformacja].
Innymi słowy, praca jest czymś o wiele więcej niż towarem, do którego kapitalizm próbuje ją zredukować. Twórcza, samodzielnie zarządzana praca to źródło dumy i radości oraz część tego, czym jest bycie w pełni człowiekiem. Wydarcie kontroli nad pracą z rąk pracownika głęboko kaleczy jego zdrowie umysłowe i fizyczne. Zaiste, Proudhon posunął się tak daleko, że przekonywał, iż kapitalistyczne przedsiębiorstwa "plądrują ciała i dusze pracowników najemnych" i są "obrazą dla ludzkiej godności i osobowości" [Op. Cit.].
Oddzielanie pracy od innych aktywności życiowych i podporządkowywanie jej prawom rynku oznacza unicestwienie jej naturalnej, organicznej formy istnienia -- formy, która ewoluowała wraz z ludzką rasą przez tysiąclecia działalności gospodarczej opartej na współpracy, dzieleniu się i wzajemnej pomocy -- i zastąpieniu jej przez atomistyczną i indywidualistyczną formę opartą na kontrakcie i konkurencji.
Stosunek pracy najemnej, który jest bardzo niedawnym odkryciem, jest więc uważany przez kapitalistów za źródło "wolności", podczas gdy tak naprawdę jest to forma przymusowej służby (zobacz sekcje B.4 i A.2.14). Dlatego libertarianin, który nie popiera wolności gospodarczej (tj. samorządności w przemyśle, socjalizmu) nie jest wcale libertarianinem, ani też zwolennikiem wolności.
Dlatego kapitalizm opiera się na hierarchii i jest zaprzeczeniem wolności. Inne przedstawianie tego przeczy naturze pracy najemnej. Chociaż zwolennicy kapitalizmu próbują forsować ideę, że praca najemna opiera się na jakiegoś rodzaju "naturalnej" wolności, to - jak wskazuje Karl Polanyi - idea ta jest fałszywa:
"Przedstawianie tej zasady [pracy najemnej] jako opartej na nieingerencji [czyli wolności], jak to zwykli czynić ekonomiczni liberałowie, jest po prostu wyrazem zakorzenionych uprzedzeń na rzecz określonego rodzaju ingerencji, mianowicie takiego, który by zniszczył niezakontraktowane stosunki między jednostkami i zapobiegł ich spontanicznemu odtworzeniu się" [Op. Cit.].
Zastąpienie ludzkich stosunków przez ekonomiczne szybko skutkuje zastępowaniem ludzkich wartości przez ekonomiczne, dającym nam "etykę" księgi rachunkowej, w której ludzie są oceniani po tym, ile zarabiają. Prowadzi ono także, jak przekonuje Murray Bookchin, do deprecjonowania ludzkich wartości:
"Gospodarka rynkowa jest tak głęboko zakorzeniona w naszych umysłach, że jej parszywy język zastąpił nasze najświętsze moralne i duchowe wyrażenia. Obecnie 'inwestujemy' w swoje dzieci, małżeństwa i osobiste stosunki. Jest to określenie zrównane z takimi słowami, jak 'miłość' czy 'troska'. Żyjemy w świecie 'towarów' i szukamy 'najniższych kosztów' jakiejś emocjonalnej 'transakcji'. Używamy raczej terminologii kontraktów niż związanej z lojalnością i duchowym pokrewieństwem" [Nowoczesny kryzys].
Gdy ludzkie wartości zostają zastąpione przez etykę kalkulacji, a tylko prawa rynku i państwa "wiążą" ludzi ze sobą nawzajem, załamanie się społeczeństwa jest nieuniknione. Jak przekonuje Karl Polanyi, "niszcząc potęgę pracy ludzkiej, system [rynkowy] niechcący pozbyłby się związanej z tym dodatkiem fizycznej, psychologicznej i moralnej istoty 'człowieka'" [Op. Cit.].
Trudno jest więc się dziwić, że w nowoczesnym kapitalizmie widać gwałtowny wzrost liczby przestępstw i postępujące odczłowieczenie w warunkach bardziej wolnego rynku, ustanowionego przez "konserwatywne" rządy, takie jak rząd Thatcher czy Reagana, i ich panów z ponadnarodowych korporacji. Żyjemy teraz w społeczeństwie, w którym ludzie przebywają we wzniesionych przez samych siebie fortecach, "wolni" za ich ścianami i umocnieniami (zarówno emocjonalnymi, jak i fizycznymi).
Oczywiście niektórzy ludzie lubią "etykę" matematyki. Ale dzieje się tak głównie dlatego, że -- podobnie jak wszyscy bogowie -- daje ona czcicielowi księgę łatwych nakazów do spełniania. "Pięć to więcej niż cztery, dlatego pięć jest lepsze" jest ślicznie proste do zrozumienia. John Steinbeck zauważył to, pisząc:
"niektórzy z nich [właścicieli] nienawidzili tej matematyki, która kierowała nimi [aby wyrzucali farmerów precz z ich ziemi], niektórzy byli zaniepokojeni, a niektórzy czcili matematykę, bo stanowiła dla nich ucieczkę od myślenia i czucia" [Grona gniewu].