Obóz zwolenników socjalizmu stale był podzielony, obejmując rozmaite sprzeczne dążenia i ruchy społeczne. Dwie główne tendencje w ruchu socjalistycznym to: socjalizm państwowy (marksizm, leninizm, maoizm itp.) i socjalizm wolnościowy (anarchizm we wszystkich swoich najróżniejszych formach). Konflikt i niezgoda między anarchistami a marksistami urosły do rozmiarów legendy. Zauważył to Benjamin Tucker:
"Ciekawym faktem jest to, że te dwa bieguny [ruchu socjalistycznego] (...) chociaż łączy je (...) wspólne żądanie, by świat pracy wszedł w posiadanie jej owoców, są w swoich fundamentalnych zasadach działania społecznego i metod osiągania zamierzonych celów bardziej diametralnie przeciwstawne sobie nawzajem niż swojemu wspólnemu wrogowi, istniejącemu społeczeństwu. Opierają się one na dwu przeciwstawnych zasadach. Historia konfliktu tych zasad jest niemalże równoznaczna z historią świata, odkąd człowiek się na nim pojawił (...)"
"Te dwie zasady, o których mowa, to WŁADZA i WOLNOŚĆ, zaś nazwy tych dwu szkół myśli socjalistycznej, które w pełni i bez zastrzeżeń reprezentują jedną albo drugą z nich, to Socjalizm Państwowy i Anarchizm. Ten, kto wie, czego te dwie szkoły chcą i jak proponują to osiągnąć, rozumie cały ruch socjalistyczny. Ponieważ kiedyś zostało powiedziane, że nie ma niczego pośredniego między fanatyzmem a rozsądkiem, więc tak samo można też powiedzieć, że nie istnieje żadna pośrednia droga między socjalizmem państwowym a anarchizmem" [The Individualist Anarchists, ss. 78-9].
Poza tym fundamentalnym podziałem na wolnościowe i autorytarne formy socjalizmu istnieje jeszcze jeden ważny podział, na skrzydło reformistyczne i rewolucyjne w każdej z tych dwu tendencji. "Określenie >>anarchistyczny<<", pisze Murray Bookchin, "jest słowem ukazującym genezę czegoś, tak samo jak określenie >>socjalistyczny<<. Prawdopodobnie istnieje równie dużo odmiennych rodzajów anarchistów, co odmiennych rodzajów socjalistów. W obu przypadkach całe spektrum rozciąga się od osób, których poglądy wywodzą się od rozszerzenia liberalizmu (>>anarchiści indywidualistyczni<<, socjaldemokraci), aż do rewolucyjnych komunistów (anarcho-komuniści, rewolucyjni marksiści, leniniści i trockiści)" [Post-Scarcity Anarchism (Anarchizm ery dobrobytu), s. 214f].
W niniejszej sekcji FAQ skoncentrujemy się na konflikcie między rewolucyjnymi skrzydłami obu ruchów. Omawiamy tutaj, dlaczego komunistyczni anarchiści, anarcho-syndykaliści i inni rewolucyjni anarchiści odrzucają teorie marksistowskie, w szczególności zaś rewolucyjne idee leninistów i trockistów. Skupimy się prawie całkowicie na dziełach Marksa, Lenina i Trockiego oraz na rewolucji październikowej. Uczynimy tak dlatego, że wielu marksistów odrzuca rewolucję chińską, kubańską i inne jako zarażone stalinizmem. Natomiast w kręgach marksistowskich istnieje powszechna zgoda co do tego, że rewolucja październikowa była prawdziwą rewolucją socjalistyczną, a idee Lenina (i zazwyczaj też Trockiego) są prawowiernym rozwinięciem dzieł Marksa. To, co powiemy przeciwko Marksowi i Leninowi, będzie się też stosowało do ich jeszcze bardziej kontrowersyjnych następców, toteż ich samych już pominiemy. Od ręki też będziemy odrzucać każdą sugestię, że stalinowski reżim był wypaczonym państwem socjalistycznym. Na nieszczęście wielu "poważnych" rewolucjonistów uważa reżim Lenina za prawdziwy przykład prawdziwej rewolucji socjalistycznej. Toteż my musimy wykazać, dlaczego nie był on niczym w tym rodzaju.
Jak już zauważyliśmy, dwa główne skrzydła ruchu socjalistycznego, marksizm i anarchizm, zawsze znajdowały się ze sobą w konflikcie. Przy czym wraz z pozornym sukcesem rosyjskiej rewolucji ruch anarchistyczny w wielu krajach został usunięty w cień przez swojego autorytarnego współimiennika i wtedy układ sił uległ zmianie. W ostatnich latach anarchizm przeżywa odrodzenie, gdyż coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać fundamentalnie antysocjalistyczny charakter rosyjskiego "eksperymentu" i polityki czerpiącej z niego inspirację. Wraz z tą rewizją poglądów na socjalizm i Związek Radziecki coraz więcej ludzi odrzuca marksizm i przyjmuje socjalizm wolnościowy. Na podstawie relacji prasowych z takich wydarzeń, jak zamieszki przeciw pogłównemu w Wielkiej Brytanii na samym początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, czy też demonstracje antykapitalistyczne 18 czerwca 1999 r. i 30 listopada 1999 r. w Seattle (oraz późniejsze), antykapitalizm zaczął być utożsamiany z anarchizmem.
Nie trzeba powtarzać, że samozwańcza "awangarda proletariatu" bardzo się tym zmartwiła i zaczęła w pośpiechu pisać przemądrzałe artykuły o "anarchizmie" (bez zadawania sobie trudu, aby naprawdę go zrozumieć albo pojąć, o co chodzi w anarchistycznej argumentacji przeciw marksizmowi). Artykuły te stanowią zazwyczaj mieszankę kłamstw, ataków na pojedyncze osoby w sprawach mało istotnych, przeinaczania punktu widzenia anarchistów oraz śmiesznych wręcz twierdzeń, że anarchiści są anarchistami tylko dlatego, że nikt jeszcze nie potrudził się, żeby ich poinformować, czym "marksizm" jest "tak naprawdę". Naszym celem wcale nie jest przytaczanie tego typu "naukowej" analizy w naszych FAQ, musimy więc skoncentrować się na na polityce i historii. Robiąc to, wykażemy, że jesteśmy anarchistami właśnie dlatego, że dobrze rozumiemy marksizm i odrzucamy go jako ideologię, która nie może nas doprowadzić do społeczeństwa socjalistycznego.
Wśród wielu marksistów, szczególnie tych znajdujących się pod wpływem Lenina, niestety jest powszechne przy omawianiu idei anarchistycznych koncentrowanie się na osobowościach, a nie na polityce. Dobrze to ujął Albert Meltzer, argumentując, że "marksistom-leninistom jest bardzo trudno przeprowadzić obiektywną krytykę anarchizmu, ponieważ teoria ta z samej swej natury obala wszystkie założenia stanowiące podstawę marksizmu. Jeżeli marksizm ma przetrzymać próbę jako rzeczywista podstawowa filozofia klasy robotniczej, a proletariat nie może zawdzięczać swojego wyzwolenia nikomu innemu niż tylko sobie samemu, to trudno jest tego się nagle wyprzeć i powiedzieć, że klasa robotnicza jeszcze nie jest gotowa do wyzbycia się ustanowionej nad nią władzy. Dlatego w normalnych warunkach marksiści powstrzymują się od krytykowania anarchizmu jako takiego -- oczywiście o ile nie zostaną do tego zmuszeni w chwili, gdy anarchizm obnaży ich własny autorytaryzm (...) a zamiast tego koncentrują się na atakowaniu nie anarchizmu, lecz anarchistów" [Anarchism: Arguments For and Against, s. 37].
Na przykład można to dojrzeć tam, gdzie wielu leninistów próbuje "dyskredytować" cały anarchizm, jego teorię i historię, wytykając osobiste słabości poszczególnych anarchistów. Mówią oni np. że Proudhon był antysemitą i seksistą, że Bakunin był rasistą, że Kropotkin popierał Ententę podczas I wojny światowej, a więc anarchizm jest błędny. Wszystkie powyższe fakty o Proudhonie, Bakuninie i Kropotkinie są prawdą, ale wszystkie one są nieistotne dla krytyki anarchizmu. Tego rodzaju "krytyka" nie ustosunkowuje się wcale do idei anarchistycznych, które są całkowicie pomijane w takich pracach. Mówiąc prościej, atakują one anarchistów, nie anarchizm.
Nawet traktując tego typu oskarżenia na serio, trzeba być głupim, żeby zakładać, że niechęć Proudhona do kobiet albo rasizm Bakunina to sprawy w plebiscycie na działania najbardziej godne pogardy mogące konkurować z postępowaniem Lenina i bolszewików (na przykład stworzeniem dyktatury partii, tłumieniem strajków i wolności słowa, niszczeniem niezależnych organizacji klas pracujących, utworzeniem tajnej policji, atakiem na Kronsztad, zdradzeniem machnowców, brutalnymi represjami wobec rosyjskiego ruchu anarchistycznego itp.). Wydaje się dziwne, że przy ocenianiu jakiejś teorii politycznej czyjaś osobista bigoteria może mieć równe, a nawet większe znaczenie niż wynikająca z tej teorii praktyka podczas rewolucji.
Ponadto taka technika jest skrajnie nieuczciwa. Mówiąc np. o Proudhonie, trzeba wiedzieć, że antysemickie ataki z jego notatników nie zostały opublikowane jeszcze długo po wydaniu najważniejszych dzieł, i, jak zauważa Robert Graham, "lektura Ogólnej Idei Rewolucji wykaże, że antysemityzm nie jest w ogóle składnikiem rewolucyjnego programu Proudhona" ["Wprowadzenie", The General Idea of the Revolution, s. xxxvi]. Podobnie też rasizm Bakunina, choć jest niefortunnym aspektem jego życia, to aspekt ten w ostatecznym rozrachunku jest bez znaczenia dla podstawowych zasad i idei, których był on orędownikiem. Do tego jeszcze Bakunin i jego współpracownicy totalnie odrzucali seksizm Proudhona i argumentowali na rzecz całkowitej równości obu płci. Po co w ogóle wymieniać takie aspekty ich idei? Są przecież one bez znaczenia przy ocenianiu anarchizmu jako żywotnej teorii politycznej. Takie postępowanie to nieuczciwe zakładanie, że anarchizm jest rasistowski i seksistowski. A to przecież oczywista nieprawda.
Jeśli zaś przyjrzymy się poparciu udzielonemu przez Kropotkina aliantom podczas I wojny światowej, to odkryjemy dziwną hipokryzję marksistów, jak również usiłowanie wypaczania historii. Dlaczego hipokryzję? Po prostu dlatego, że Marks i Engels popierali Prusaków podczas wojny francusko-pruskiej (w tym czasie Bakunin, przeciwnie, przekonywał do powstania ludowego i rewolucji społecznej w celu powstrzymania wojny). 20 lipca 1870 r. Marks napisał do Engelsa, co następuje:
"Francuzów trzeba pokonać. Jeżeli Prusacy zwyciężą, centralizacja władzy Państwa będzie użyteczna dla centralizacji niemieckiej klasy robotniczej. Ponadto dominacja niemiecka przesunie środek ciężkości europejskiego ruchu robotniczego z Francji do Niemiec (...) W skali światowej przewaga niemieckiego proletariatu nad proletariatem francuskim równocześnie ustanowi przewagę naszej teorii nad teorią Proudhona" [cytat z Arthura Lehninga, Michael Bakunin: Selected Writings, s. 284].
Marks z kolei popierał śmierć licznych ludzi pracy na polach bitew tylko po to, żeby się doczekać tego, jak jego idee stają się ważniejsze od idei Proudhona! Kropotkin przynajmniej popierał aliantów, ponieważ opowiadał się przeciwko zagrożeniom dla swobód ze strony niemieckiego państwa militarystycznego. Hipokryzja marksistów jest oczywista -- jeżeli trzeba potępić anarchizm za działania Kropotkina, to w równym stopniu musimy potępić marksizm za działania Marksa.
Tego typu analizy stanowią próbę pisania historii od nowa również dlatego, że ogromna większość działaczy ruchu marksistowskiego popierała swoje państwa podczas tej wojny. Tylko garstka partii Drugiej Międzynarodówki sprzeciwiała się wojnie (i były to jeszcze partie najmniejsze, takie jak Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy). Ojciec rosyjskiego marksizmu, Gieorgij Plechanow, poparł Ententę. Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (klejnot w koronie Drugiej Międzynarodówki) poparła wojnę (niewielka mniejszość jej nie poparła). W sierpniu 1914 r. w niemieckim Reichstagu tylko jeden człowiek nie głosował za pożyczkami na wojnę (i nawet nie odważył się zagłosować przeciwko nim, tylko wstrzymał się od głosu). Zaś wielu przedstawicieli antywojennej mniejszości poszło za większością w imię "dyscypliny partyjnej" i "zasad demokracji".
W przeciwieństwie do tego jedynie bardzo niewielka mniejszość wśród anarchistów popierała którąkolwiek ze stron konfliktu. Ruch anarchistyczny w swojej masie (łącznie z takimi wybitnymi osobowościami jak Malatesta, Rocker, Goldman i Berkman) sprzeciwiał się wojnie, argumentując, że anarchiści muszą "zbijać kapitał polityczny na każdym przebłysku buntu, każdym przejawie niezadowolenia, aby zagrzewać do powstania, aby organizować rewolucję, po której oczekujemy ukrócenia wszystkich społecznych niesprawiedliwości" [No Gods, No Masters (Bez Boga i pana), t. 2., s. 36]. W tym czasie Malatesta zauważył, że "pro-wojenni" anarchiści byli "co prawda nieliczni, lecz mieliśmy wsród nich towarzyszy, których kochaliśmy i szanowaliśmy najbardziej". Podkreślał, że "prawie wszyscy" anarchiści "pozostali wierni swoim przekonaniom", polegającym na tym, "by rozbudzać świadomość sprzeczności interesów między panującymi a podwładnymi, między wyzyskiwaczami a pracownikami, i aby rozwijać walkę klas w każdym z krajów i solidarność między wszystkimi robotnikami ponad liniami frontów, przeciwko wszelkim uprzedzeniom i wszelkim namiętnościom, czy to rasowym, czy też narodowym" [Life and Ideas (Życie i idee), s. 243, s. 248 i s. 244].
Nagłaśniając sprawę Kropotkina marksiści ukrywają fakt, że to nie anarchizm, lecz właśnie oficjalny ruch marksistowski był tym, który zdradził sprawę internacjonalizmu. Doprawdy, zdrada Drugiej Międzynarodówki była naturalnym skutkiem "przewagi" marksizmu nad anarchizmem, z taką nadzieją wyczekiwanej przez Marksa. Narodziny masowego ruchu marksistowskiego w formie socjaldemokracji skończyły się tak, jak przewidywał Bakunin, skorumpowaniem socjalizmu w grzęzawisku etatyzmu i walki o głosy wyborców. Toteż Rudolf Rocker słusznie przekonywał, że "Wielka Wojna 1914 roku była obnażeniem bankructwa socjalizmu polityków" [Marx and Anarchism].
Nie będziemy się tutaj wzorować na takim podchodzeniu do spraw, jakie zaprezentowali marksiści. A to dlatego, że niepowodzenia marksizmu, zwłaszcza w odmianie leninowskiej, nie wynikały z osobistych niedoskonałości poszczególnych jednostek, ale z ich polityki i tego, jak "sprawdzała się" ona w praktyce. Nikt nigdy w praktyce nie żyje w totalnej zgodzie ze swoimi ideałami, wszyscy jesteśmy ludźmi, więc wytykanie czyichś osobistych błędów nie podkopuje wcale teorii, do której ten ktoś wnosi swój wkład. Gdyby było inaczej, to marksizm zostałby "zdyskredytowany" z powodu żywionych przez Marksa i Engelsa uczuć antysłowiańskich i ich poparcia dla państwa niemieckiego podczas wojny francusko-pruskiej w l. 1870 - 1871.
Zamiast się zajmować takimi sprawami, będziemy analizować marksizm pod kątem jego teorii i tego, jak się one sprawdzały w praktyce. A zatem przeprowadzimy naukową analizę marksizmu, polegającą na przeglądzie jego twierdzeń i porównywaniu ich z tym, do czego doprowadziły one w praktyce. Bardzo niewielu marksistów przedstawia taką analizę swojej własnej polityki (o ile w ogóle ktokolwiek z nich to robi). Sprawia to, że marksizm staje się raczej systemem wierzeń niż rzeczową analizą rzeczywistości. Na przykład wielu marksistów odwołuje się do sukcesu rewolucji październikowej i przekonuje, że chociaż anarchiści atakują Trockiego i Lenina za etatyzm i autorytaryzm, to właśnie etatyzm i autorytaryzm uratowały rewolucję.
W odpowiedzi anarchiści wykazują, że marksistowska rewolucja tak naprawdę poniosła klęskę. W końcu celem takich rewolucji miało być stworzenie wolnego, demokratycznego, bezklasowego społeczeństwa równych ludzi. Tak naprawdę rewolucja stworzyła jednopartyjną dyktaturę w oparciu o ustrój klasowy, w którym biurokraci wyzyskiwali ludzi pracy i panowali nad nimi. Stworzyła też społeczeństwo, w którym brakowało równości i podstawowych nawet swobód. Ponieważ głoszone cele rewolucji marksistowskiej nie mogły się urzeczywistnić, anarchiści będą przekonywać, że rewolucje te zakończyły się klęską, nawet pomimo tego, że partia "komunistyczna" pozostała u władzy przez przeszło 70 lat. Jeśli zaś chodzi o "uratowanie" rewolucji przez etatyzm i autorytaryzm, to została ona w ten sposób uratowana na potrzeby Stalina, nie dla socjalizmu. Nie ma więc się czym chlubić.
Z anarchistycznego punktu widzenia to wszystko ma doskonały sens, gdyż "żadna rewolucja jako czynnik sprawczy wyzwolenia nigdy nie może się powieść, jeżeli ŚRODKI zastosowane do jej urzeczywistnienia nie będą w swoim duchu i dążeniach identyczne z CELEM, jaki ma się osiągnąć" [Emma Goldman, Patterns of Anarchy, p. 113]. Mówiąc prościej, państwowe i autorytarne metody działania doprowadzą do osiągnięcia państwowych i autorytarnych celów. Nazwanie nowego państwa "państwem robotników i chłopów" w niczym nie zmieni jego natury. Nie ma ona niczego wspólnego z ideami czy pochodzeniem klasowym tych, którzy zdobywają władzę, za to bardzo wiele wspólnego z istotą państwa jako takiego i stosunków społecznych, jakie ono rodzi. Ponieważ państwo to forma rządów mniejszości (a zatem i panowania klasowego), nie może więc zostać ono wykorzystane przez większość. Struktura państwa stanowi narzędzie do tworzenia hierarchii, narzędzie centralizacji i uwłasnowolnienia mniejszości na szczycie hierarchii kosztem wszystkich innych ludzi. Państwa mają określone właściwości, swoją własną dynamikę, stawiającą je poza zasięgiem kontroli społecznej, tylko dlatego, że są one państwami. Nie są one jedynie narzędziem w rękach klasy ekonomicznie dominującej. Sprawienie, żeby rządzącą mniejszością stali się socjaliści w "państwie >>robotniczym<<" w niczym nie zmieni fundamentalnej istoty państwa jako narzędzia rządów mniejszości -- doprowadzi tylko do wymiany mniejszości u koryta, mniejszości wyzyskującej i uciskającej większość.
Analogiczną sprawą jest też to, że chociaż już od ponad 100 lat socjaliści i radykałowie wykorzystują wybory do lansowania swoich idei i doprowadza to do skorumpowania każdej partii biorącej w tym udział, to i tak większość marksistów w dalszym ciągu nawołuje, by socjaliści brali udział w wyborach. Jak na teorię nazywającą się "socjalizmem naukowym", takie ignorowanie dowodów doświadczalnych, faktów historycznych, jest doprawdy zdumiewające. Marksizm może śmiało konkurować z ekonomią jako "nauka" z największą wytrwałością lekceważąca historię i materiały dowodowe.
Prawdą jest również, że to uporczywe odmawianie wglądu w dowody w postaci faktów może zostać zauważone, gdy posłuchamy nagminnych komentarzy marksistów pod adresem anarchistów, mianowicie takich, że jesteśmy "drobnomieszczańscy". Zdaniem anarchistów tego rodzaju komentarze dowodzą, że dla wielu marksistów klasa społeczna jest raczej źródłem obelg niż rzeczowej analizy. Można to zobaczyć np. wtedy, gdy marksiści stwierdzają, że Kropotkin albo Bakunin byli "drobnomieszczańscy". Tak jak gdyby jakiś przedstawiciel rosyjskiej arystokracji mógł zarazem być drobnomieszczaninem! Jeżeli będziemy patrzeć na klasę społeczną jako na fakt socjologiczno-ekonomiczny i formę relacji społecznych, a nie jako na powód do obelg, to odkryjemy, że jeśli Bakunin i Kropotkin byli "drobnomieszczańscy", to i Marks też - ponieważ udziałem ich wszystkich była taka sama sytuacja społeczno-ekonomiczna. Tego typu "analiza" nie da nam też wyjaśnienia, jakim to cudem Marks (przedstawiciel drobnomieszczaństwa, niezależny dziennikarz w okresach, gdy w ogóle gdziekolwiek pracował) i Engels (prawdziwy burżuj, posiadacz fabryki!) mogli stworzyć "naukę proletariacką". W końcu żeby jakaś teoria była "proletariacka", musi ona być rozwijana przez ludzi pracy w toku walki. Nic takiego nie miało miejsca. Albert Meltzer objaśnia problemy, jakim stawiają czoła marksiści, gdy nazywają nas "drobnomieszczanami":
"Wprowadza to ich w jeszcze jedną trudność: Jak pogodzić istnienie anarcho-syndykalistycznych związków zawodowych z ich >>drobnomieszczańskim<< pochodzeniem -- i jak znaleźć wyytłumaczenie kłopotliwego faktu, że większość dzisiejszych marksistów-leninistów to damy i dżentelmeni wolnych zawodów, studiujący, aby stać się profesjonalistami, albo już do nich należący? Zazwyczaj na to się odpowiada, że ponieważ anarchizm jest >>drobnomieszczański<<, to ci, którzy mu sprzyjają -- >>niezależnie od swojego zajęcia czy pochodzenia społecznego<<, muszą być również >>drobnomieszczańscy<<. Więc ponieważ >>marksizm to klasa robotnicza<<, to również i jego zwolennicy muszą być przedstawicielami klasy robotniczej >>przynajmniej subiektywnie<<. Jest to socjologiczny absurd, tak, jak gdyby pojęcie >>klasa robotnicza<< oznaczało jakiś ideologiczny punkt widzenia. Absurd ten jest nieodłącznym składnikiem wszystkich wymówek" [Op. Cit., s. 39].
Niniejsza sekcja FAQ jasno wytłumaczy, że to nadawanie etykietek i skupianie się przez marksistów na osobistych odczuciach pojedynczych anarchistów nie jest jakimś przypadkiem. Jeżeli potraktujemy zdolność jakiejś teorii do przewidywania przyszłych wypadków jako wskaźnik jej siły, to szybko stanie się jasne, że anarchizm jest o wiele pożyteczniejszym narzędziem w walce klasowej ludzi pracy niż marksizm. Ostatecznie anarchiści przepowiedzieli ze zdumiewającą dokładnością przyszły kierunek rozwoju marksizmu. Bakunin przekonywał, że startowanie w wyborach skorumpuje ruch socjalistyczny i uczyni go reformistycznym, stanie się on tylko jeszcze jedną partią burżuazyjną (patrz sekcja J.2). I tak właśnie się stało z ruchem socjaldemokratycznym u zarania dwudziestego stulecia (oczywiście retoryka pozostała radykalna przez ileś tam jeszcze następnych lat). Właściwy w tym miejscu byłby komentarz Murraya Bookchina o niemieckich socjaldemokratach:
"Całkowite zatopienie się partii w działaniach parlamentarnych jeszcze bardziej ją oddaliło od wszystkiego tego, co przepowiadał Marks. Zamiast pracy nad obaleniem państwa burżuazyjnego SPD, intensywnie skupiając się na wyborach, stała się dosłownie maszyną do zdobywania głosów i zwiększania swojego przedstawicielstwa w Reichstagu w ramach państwa burżuazyjnego (...) Im SPD stawała się zręczniejsza w tych dziedzinach, tym bardziej rozrastała się jej kadra i elektorat. A wraz z rozmnożeniem się nowych zwolenników, pragmatyków i oportunistów, Socjaldemokratyczna Partia Niemiec coraz bardziej zaczęła przypominać biurokratyczny aparat do zdobycia władzy w kapitalizmie niż rewolucyjną organizację mającą na celu jego likwidację" [The Second Revolution, t. 2, s. 300].
Rzeczywistość pracy w strukturach państwa szybko przeobraziła partię i jej przywództwo, tak, jak to przepowiadał Bakunin. Jeśli spojrzymy na lata dwudzieste XX wieku, to odkryjemy podobną niezdolność do uwzględniania przykładów historycznych:
"Począwszy od wczesnych lat dwudziestych XX wieku przywiązanie leninistów do taktyki socjaldemokratycznej sprzed I wojny światowej, takiej jak polityka wyborcza i działalność polityczna w prokapitalistycznych związkach zawodowych, zdominowało perspektywy tak zwanych komunistów. Ale skoro taktyka ta była prawidłowa, to dlaczego nie doprowadziła ona do mniej mrocznego zbioru rezultatów? Musimy być materialistami, a nie idealistami. Jaki był faktyczny skutek leninowskiej strategii? Czy strategia leninowska doprowadziła do zwycięskich rewolucji proletariackich, dających początek społeczeństwom godnym istot ludzkich w nich żyjących? Ruch rewolucyjny w okresie międzywojennym został pokonany (...)" [Max Anger, "The Spartacist School of Falsification", Anarchy: A Journal of Desire Armed, no. 43, Spring/Summer 1997, ss. 51-2].
Szkocka anarchistka Ethel McDonald argumentowała w 1937 r., że zarządzona przez Lenina taktyka w praktyce okazała sie katastrofą:
"Na II Zjeździe Trzeciej Międzynarodówki w Moskwie pewien towarzysz, teraz będący z nami w Hiszpanii, udzielając odpowiedzi Zinowjewowi, zachęcał do wiary w ruch syndykalistyczny w Niemczech i do zaniechania parlamentarnej działalności komunistycznej. Został wyśmiany. Parlamentaryzm, komunistyczny co prawda parlamentaryzm, ale jednak parlamentaryzm, ocali Niemcy. No i rzeczywiście (...) Ocalił je przed socjalizmem. Ocalił dla hitlerowskiego faszyzmu" ["The Volunteer Ban", Workers City, Farquhar McLay (ed.), s. 74].
Kiedy naziści przejmowali władzę w roku 1933 w Niemczech, 12 milionów socjalistycznych i komunistycznych wyborców oraz 6 milionów zorganizowanych robotników nie podjęło żadnych działań. W Hiszpanii przeciwnie - to właśnie anarcho-syndykalistyczny związek CNT był tym, który poprowadził ludzi do walki przeciw faszyzmowi na ulicach miast i pomógł stworzyć jedną z najważniejszych rewolucji społecznych, jakie widział świat. Kontrast ten nie może już być wyrazistszy. A wielu marksistów nakłania nas, byśmy szli za radą Lenina i dzisiaj!
Jeżeli zaś spojrzymy na "państwa robotnicze" stworzone przez marksistów, to po raz kolejny odkryjemy, że przewidywania anarchistów okazały się słuszne. Bakunin przekonywał, że "przez władzę ludu rozumieją oni [marksiści] rządzenie ludźmi przez małą garstkę pod kierownictwem przedstawicieli wybranych przez lud (...) [Czyli] rządzenie ogromną większością ludzi przez uprzywilejowaną mniejszość. Ale - mówią marksiści - ta mniejszość będzie składać się z robotników. Owszem, może z byłych robotników, którzy, kiedy tylko zostaną władcami czy przedstawicielami ludu, przestaną być robotnikami i zaczną wyniośle spoglądać na cały robotniczy świat z wyżyn państwa. Nie będą już reprezentowali ludu, a tylko siebie samych i swoje własne roszczenia do rządzenia ludem" [Statism and Anarchy (Państwowość i anarchia), s. 178]. Historia każdej marksistowskiej rewolucji dowodzi, że Bakunin miał rację.
Dzięki tym "państwom robotniczym" socjalizm zaczął być kojarzony z represyjnymi reżimami, włącznie z reżimami totalitarnymi, stanowiącymi całkowite przeciwieństwo tego, czego socjalizm naprawdę dotyczy. Ale mimo tego wszystkiego samozwańczy socjaliści (tacy jak np. trockiści) "bezwstydnie opisują reżimy wyzyskujące, więżące i mordujące najemnych robotników - Kubę, Koreę Północną i Chiny - jako >>państwa robotnicze<<" [Max Anger, Op. Cit., s. 52]. Trudno się zatem dziwić, ze wielu anarchistów nie używa okresleń "socjalista" czy "komunista" i nazywa siebie samych po prostu "anarchistami". Słowa te kojarzą się ludziom z reżimami nie mającymi nic wspólnego z naszymi ideami, zaiste nie mającymi nic wspólnego z ideami socjalizmu jako takiego.
Nie znaczy to wcale, że anarchiści odrzucają wszystko, cokolwiek Marks napisał. Bynajmniej. Na przykład dużo rzeczy z jego analizy kapitalizmu jest do zaakceptowania dla anrchistów (zarówno Bakunin, jak i Tucker uznawali ekonomiczne analizy Marksa za ważne). W rzeczywistości istnieją pewne szkoły marksizmu, które są bardzo wolnościowe i są blisko spokrewnione z anarchizmem (na przykład komunizm rad i autonomistyczny marksizm są bliskie rewolucyjnemu anarchizmowi). Niestety, te formy wolnościowego marksizmu są w tym ruchu prądem mniejszościowym.
Inaczej mówiąc, marksizm nie jest zły w całości -- niestety zła jest jego ogromna większość. Tych elementów nie znajdzie się w anarchizmie w żaden sposób. Dla większości ludzi marksizm to szkoła Marksa, Engelsa, Lenina i Trockiego, a nie - jak byśmy chcieli - Marksa, Pannekoeka, Gortera, Ruhlego i Matticka. Mniejszościowe tendencje wolnościowe w marksizmie opierają się, tak jak anarchizm, na odrzuceniu rządów partii, startowania w wyborach i tworzenia "państwa robotniczego". Ich zwolennicy popierają, też tak jak anarchiści, akcję bezpośrednią, samorządność w walce klas, autonomię klas pracujących i samorządne społeczeństwo socjalistyczne. Ci marksiści sprzeciwiają się dyktaturze partii nad proletariatem, co faktycznie oznacza przyznanie racji Bakuninowi, spierającemu się z Marksem, że socjaliści "nie powinni akceptować, nawet podczas rewolucyjnych przemian, ani zgromadzeń konstytucyjnych, ani rządów tymczasowych, ani tak zwanych rewolucyjnych dyktatur; przekonani jesteśmy bowiem, że rewolucja jest szczera, uczciwa i prawdziwa jedynie w rękach mas, i że gdy skupia się w rękach gromadki rządzących jednostek, natychmiast i nieuchronnie staje się reakcją". Podobnie jak Bakunin, sądzą oni, że "wolna federacja stowarzyszeń rolnych i przemysłowych (...) zorganizowanych oddolnie w górę" będzie podstawą nowego społeczeństwa. (Wolnościowi marksiści zwykle nazywają te stowarzyszenia radami pracowniczymi) [Michael Bakunin: Selected Writings, s. 237 i s. 172].
Tym wolnościowym formom marksizmu powinno się sprzyjać, nie wymiatać ich miotłą przeznaczoną dla leninizmu i socjaldemokracji (Lenin rzeczywiście wygłaszał komentarze o "anarchistycznych dewiacjach Niemieckiej Komunistycznej Partii Robotniczej" i innych "na wpół anarchistycznych elementów", czyli tych samych grup, o których tutaj piszemy jako o "wolnościowych marksistach" [Marx, Engels and Lenin, _Anarchism and Anarcho-Syndicalism, s. 333 i s. 338]). Miejmy więc nadzieję, że z biegiem czasu ci towarzysze sami zobaczą, jak wolnościowe elementy ich myśli zdobywają przewagę nad marksistowskim dziedzictwem. Toteż nasze komentarze w tej sekcji FAQ są skierowane głównie do przedstawicieli przeważających form marksizmu, nie do jego skrzydła wolnościowego.
Jeszcze jedna sprawa. Powinniśmy wyraźnie zaznaczyć, że w przeszłości wielu czołowych marksistów argumentowało, że socjalizm i anarchizm znajdują się o lata świetlne od siebie nawzajem - a wręcz, że anarchizm nie jest formą socjalizmu. Czołowy amerykański marksista Daniel De Leon przyjął taką linię, podobnie jak i wielu innych. Jest to prawda, w tym sensie, że anarchiści nie są marksistowskimi socjalistami -- odrzucamy taki "socjalizm" jako głęboko autorytarny. Jednakże wszyscy anarchiści są przedstawicielami ruchu socjalistycznego. Odrzucamy dążenia marksistów do zdobycia monopolu na tę nazwę. Mimo wszystko czasami w tej sekcji zdarza się, że uznaliśmy za przydatne stosowanie określenia socjalistyczny/komunistyczny do opisu "państwowych socjalistów", a anarchistyczny do opisu "wolnościowych socjalistów/komunistów". W żaden sposób to nie oznacza przyjęcia, że anarchiści to nie socjaliści. Jest to wyłącznie narzędzie ułatwiające lekturę naszej argumentacji.
W najbliższych sekcjach będziemy omawiali marksizm i praktyki marksistów u władzy. To zaś da wskazówkę, dlaczego anarchiści odrzucają marksizm na rzecz wolnościowej formy socjalizmu.