poprzednia sekcja

H.1.1 Na czym polegała Bakuninowska krytyka marksizmu?

Sławny zatarg między Bakuninem a Marksem w pierwszym Międzynarodowym Stowarzyszeniu Robotników miał miejsce między 1868 a 1872 rokiem. Konflikt ten pomógł w wyklarowaniu się anarchistycznego sprzeciwu wobec idei marksizmu. Może zostać uznany za przejaw pierwszej wielkiej analizy teoretycznej i krytyki marksizmu dokonanej przez anarchistów. Później oczywiście miały miejsce dalsze polemiki, zwłaszcza po reformistycznym zwyrodnieniu socjaldemokracji i fiasku rewolucji październikowej (obydwie te rzeczy pozwoliły na wzbogacenie teoretycznych polemik o dowody wzięte z życia). Ale to właśnie konflikt Bakunina z Marksem położył grunt pod to, co nadeszło później. Z tego powodu przegląd Bakuninowskiej krytyki ma fundamentalne znaczenie.

Jednak najpierw musimy podkreślić, że Marks i Bakunin mieli wiele podobnych koncepcji. Obydwaj akcentowali potrzebę, by ludzie pracy organizowali się w celu obalenia kapitalizmu. Obydwaj argumentowali na rzecz oddolnej rewolucji socjalistycznej. Obydwaj byli rzecznikami kolektywnej własności środków produkcji. Obydwaj stale podkreślali, że wyzwolenie robotników musi być dziełem samych robotników. Oczywiście różnili się co do tego, jak te wspólne cele powinny zostać wprowadzone w życie. Do tego jeszcze obydwaj wykazywali skłonność do błędnego przedstawiania opinii swojego rywala w pewnych kwestiach (szczególnie wtedy, gdy walka między nimi osiągnęła swój szczyt). Nie powinno być zaskoczeniem, że anarchiści przekonują, iż historia przyznała rację Bakuninowi, potwierdzając przez to kluczowe aspekty jego krytyki myśli Marksa.

A więc na czym polegała Bakuninowska krytyka marksizmu? Dotyczyła ona pięciu głównych zagadnień. Po pierwsze, kwestii działalności w chwili obecnej (tzn. czy ruch robotniczy powinien partycypować w "polityce" i jaki charakter ma mieć rewolucyjna organizacja klasy robotniczej). Po drugie, w sprawie kształtu przyszłej rewolucji (tzn. czy powinna to być rewolucja polityczna, a dopiero później ekonomiczna, czy też powinna być ona jednocześnie i ekonomiczna, i polityczna). Po trzecie, w sprawie "dyktatury proletariatu". Po czwarte, w kwestii, czy jest możliwe przejęcie władzy politycznej przez całą klasę robotniczą, czy też może być ona sprawowana jedynie przez niewielką mniejszość. Po piąte, w sprawie tego, czy rewolucja ma mieć charakter scentralizowany, czy zdecentralizowany. Omówimy każdą z tych kwestii po kolei.

W sprawie teraźniejszej walki różnica między Marksem a Bakuninem była prosta. Zdaniem Marksa proletariat musi uczestniczyć w burżuazyjnych wyborach jako zorganizowana partia polityczna. Rezolucja (podjęta w wyniku krętactw przy głosowaniu) haskiego kongresu Pierwszej Międzynarodówki ujęła to tak: "w swej walce przeciwko kolektywnej władzy klas posiadających, proletariat może działać jako klasa dopiero ustanawiając z siebie odrębną partię polityczną, pozostającą w opozycji do starych partii, uformowanych przez klasy posiadające (...) zdobycie władzy politycznej staje się wielkim obowiązkiem proletariatu" [Marx, Engels, Lenin, Anarchism and Anarcho-Syndicalism, s. 85].

Taka partia polityczna musi startować w wyborach i zdobywać głosy. Marks przekonywał w preambule do statutu Francuskiej Partii Robotniczej, że robotnicy muszą przeobrazić swoje prawo do głosowania "z narzędzia oszustwa (...) w narzędzie wyzwolenia". Można to uznać za część procesu naszkicowanego w Manifeście komunistycznym, w którym znalazł się argument, że "doraźny cel komunistów jest taki sam jak wszystkich innych partii proletariackich", mianowicie "zdobycie władzy politycznej przez proletariat", czyli "pierwszy krok w rewolucji klasy robotniczej", polegający na "wyniesieniu proletariatu do pozycji klasy rządzącej, wygraniu bitwy o demokrację". Później jeszcze Engels podkreślał (w 1895 roku), że "już Manifest Komunistyczny ogłaszał, że wywalczenie powszechnego prawa wyborczego, demokracji, jest jednym z pierwszych i najważniejszych zadań walczącego proletariatu" i że niemiecka socjaldemokracja pokazała robotnikom wszystkich krajów "jak zrobić użytek z powszechnego prawa wyborczego" [Marx and Engels Reader, s. 566, s. 484, s. 490 i s. 565].

Mając w pamięci powyższe wnioskowanie, partie polityczne znajdujące się pod wpływem marksizmu konsekwentnie argumentowały na rzecz uczestnictwa w kampaniach wyborczych i brały w nich udział, pragnąc dostać się do wysokich urzędów, uważanych za sposób na rozpowszechnianie idei socjalistycznych i podążanie ku rewolucji socjalistycznej. Partie socjaldemokratyczne, będące pierwszymi partiami marksistowskimi (i rozwijające się pod czujnym okiem Marksa i Engelsa), wyobrażały sobie rewolucję jako zdobycie większości w wyborach parlamentarnych i wykorzystanie tak osiągniętej władzy politycznej do obalenia kapitalizmu (a gdy się to już stanie, państwo "obumrze", gdyż klasy społeczne nie będą już istniały). W rezultacie partie te zmierzały do odtworzenia wydarzeń zawartych w relacji Marksa o Komunie Paryskiej, ale na poziomie ogólnokrajowego parlamentu. Marks w swoim cieszącym się zasłużoną sławą dziele Wojna domowa we Francji relacjonował, jak Komuna "została uformowana z radnych municypalnych", którzy zostali "wybrani w wyniku głosowania opartego na powszechnym prawie wyborczym w różnych dzielnicach miasta". Miało to miejsce podczas wyborów przeprowadzonych w mieście 26 marca 1871 r. Ta nowa Komuna następnie wydała szereg dekretów reformujących istniejące państwo (na przykład rozpędzając stacjonujące w Paryżu wojsko i zastępując je uzbrojonym ludem itp.). Marks streścił te wydarzenia, stwierdzając, że "klasa robotnicza nie może po prostu przechwycić już gotowego aparatu państwowego i władać nim dla swoich własnych celów" [Marks i Engels, Selected Works (Dzieła wybrane), s. 287 i s. 285].

Engels później w jednym ze swoich listów ujął rzecz tak, że jest to "po prostu kwestia pokazania, że zwycięski proletariat musi najpierw przemeblować starą, biurokratyczną, administracyjnie scentralizowaną władzę państwową, zanim będzie mógł użyć jej do swoich własnych celów" [cytat z Davida P. Perrina, The Socialist Party of Great Britain, s. 64]. Innym razem powtórzył to, argumentując, że "po zwycięstwie Proletariatu jedyną organizacją, jaka dla zwycięskiej klasy robotniczej będzie gotowa do wykorzystania, jest organizacja Państwa. Może ona wymagać dostosowania do nowych funkcji. Ale zniszczyć ją w takim momencie znaczyłoby zniszczyć jedyny organizm, przy pomocy którego zwycięska klasa robotnicza będzie mogła sprawować swą świeżo zdobytą władzę, trzymać w ryzach swoich kapitalistycznych wrogów i przeprowadzać (...) rewolucję ekonomiczną" [Marx, Engels and Lenin, Anarchism and Anarcho-Syndicalism, s. 173; wytłuszczenie pochodzi od nas].

Bakunin, przeciwnie, argumentował, że chociaż komuniści "wyobrażają sobie, że mogą osiągnąć swój cel przez rozwój i organizację władzy politycznej klas pracujących (...) przy wsparciu burżuazyjnego radykalizmu", to anarchiści "wierzą, że będą mogli odnieść sukces dopiero poprzez rozwój i organizację niepolitycznej i antypolitycznej władzy klas pracujących". Komuniści "wierzą, że jest konieczne zorganizowanie sił robotniczych w celu przejęcia władzy politycznej w Państwie", podczas gdy anarchiści "organizują je w celu jego zniszczenia". Bakunin pojmował to w kategoriach stworzenia nowych organów władzy klasy pracującej w opozycji wobec państwa. Mają one być zorganizowane "oddolnie w górę, przez wolne zrzeszenie lub federację pracowników, począwszy od stowarzyszeń, następnie poprzez komuny, regiony, kraje, i wreszcie osiągając swój szczyt w wielkiej federacji, międzynarodowej i powszechnej"
[Bakunin on Anarchism, ss. 262-3 i s. 270]. Inaczej mówiąc, przez system rad robotniczych. Zresztą Bakunin ciągle przekonywał, żeby pracownicy najemni, chłopi i rzemieślnicy organizowali się w związki i wstępowali do Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników, stając się przez to "realną siłą, (...) wiedzącą, co trzeba robić, i dlatego zdolną do poprowadzenia rewolucji w kierunku wyznaczonym aspiracjami ludu: poważną międzynarodową organizacją stowarzyszeń robotniczych ze wszystkich krajów, zdolną do zastąpienia odchodzącego świata państw" [Op. Cit., s. 174].

Na argumenty Marksa, że robotnicy powinni organizować się w życiu politycznym i wysyłać swoich przedstawicieli do parlamentu, Bakunin odpowiedział, że kiedy "robotnicy (...) wyślą innych zwykłych robotników (...) do zgromadzeń ustawodawczych (...) [to] robotniczy posłowie, przeszczepieni w burżuazyjne środowisko, w atmosferę przesiąkniętą ideami czysto burżuazyjnymi, tak naprawdę przestaną być robotnikami, i stając się funkcjonariuszami państwa, zostaną burżujami (...) Ludzie bowiem nie stwarzają swojego położenia; przeciwnie, położenie stwarza ludzi" [The Basic Bakunin, s. 108]. Odzwierciedleniem tego jest znane powiedzenie "punkt widzenia zależny jest od punktu siedzenia".

Jeśli chodzi o późniejszą historię, to doświadczenia socjaldemokracji potwierdziły analizę Bakunina. Kilka lat po śmierci Engelsa (1895 r.) niemiecką socjaldemokrację boleśnie podzielił spór o rewizjonizm. Spór ten nie wybuchł w umysłach paru przywódców, odizolowanych od ruchu, ale raczej wyrażał kierunek rozwoju wewnątrz samego ruchu. W rezultacie rewizjoniści chcieli dostosować retorykę partii do jej rzeczywistych działań. A zatem walka przeciw rewizjonistom w zasadzie była obrazem walki między tym, co partia mówiła, że robi, a tym, co naprawdę robiła w praktyce. Jeden z najwybitniejszych historyków tego okresu ujął to tak: "rozróżnienie między rywalizującymi frakcjami w dużej mierze pozostawało rozróżnieniem subiektywnym, różnicą idei służących ocenianiu rzeczywistości, a nie różnicą w sferze działania" [C. Schorske, German Social Democracy, s. 38]. Nawet Róża Luksemburg (jedna z najzacieklejszych krytyków rewizjonizmu) przyznała w swej pracy Reformy czy rewolucja?, że to właśnie "socjalizm jako cel ostateczny jest tym, co stanowi jedyny decydujący czynnik odróżniający ruch socjaldemokratyczny od demokracji burżuazyjnej i burżuazyjnego radykalizmu" [Rosa Luxemburg Speaks, s. 36]. Marksistowscy krytycy "rewizjonizmu" nie byli zdolni odnaleźć przyczyn rozwoju idei rewizjonistycznych w stosowanej wówczas taktyce. Zamiast tego postrzegali je w kategoriach problemu tkwiącego w ideach. W chwili wybuchu I wojny światowej socjaldemokraci stali się tak skorumpowani przez swoją działalność w instytucjach burżuazyjnych, że poparli państwo (i jego klasę rządzącą) i zagłosowali za zaciągnięciem pożyczek na prowadzenie wojny, zamiast zdemaskować tę wojnę jako imperialistyczną rzeź dla zysków (zobacz też szersze omówienie wpływu startu w wyborach na radykalne partie w sekcji sekcja J.2.6). Jest więc oczywiste, że okazało się, iż Bakunin miał rację.

Jednakże musimy podkreślić, że pomimo odrzucenia przez Bakunina uczestnictwa w burżuazyjnej polityce, błędem by było sądzić, że odrzucał on "politykę" czy "walkę polityczną" w ogóle (patrz także sekcja J.2.10). Ujął on to tak: "jest absolutnie niemożliwym, aby pomijać pytania natury politycznej i filozoficznej" i "sam proletariat będzie je zadawał" w Międzynarodówce. Bakunin przekonywał, że walka polityczna będzie się wywodzić od walki klasowej, gdyż "któż mógłby zaprzeczyć temu, że z tej nieustannie rozrastającej się organizacji bojowej solidarności proletariatu przeciwko wyzyskowi ze strony burżuazji narodzi się walka polityczna proletariatu z burżuazją?" . Anarchiści sądzą po prostu, że "polityką proletariatu" powinno być "niszczenie Państwa", a nie praca w jego ramach [Bakunin on Anarchism, s. 301, s. 302 i s. 276]. A zatem lud "musi organizować swoje siły poza Państwem i przeciwko niemu" [The Political Philosophy of Bakunin, s. 376].

Dzisiaj powinno już być oczywiste, że różnica między Marksem a Bakuninem co do charakteru organizacji walczącej klasy robotniczej stanowiła odzwierciedlenie tych różnic w kwestii walki politycznej. Bakunin wyraźnie zalecał coś, co później zostało nazwane strategią syndykalistyczną, opierającą się na akcji bezpośredniej (zwłaszcza na strajkach) i związkach pracowniczych, które będą "nosiły w sobie żywy zarodek nowego społeczeństwa, mającego zastąpić stary świat. Mają one tworzyć nie tylko idee przyszłości, ale i samą przyszłość jako fakt dokonany" [Bakunin on Anarchism, s. 255]. Ten ruch związkowy zostałby uzupełniony organizacją typowo anarchistyczną, która pracowałaby w jego obrębie, ażeby wywierać wpływ na rzecz realizacji anarchistycznych celów poprzez "naturalne oddziaływanie" jej członków (patrz sekcja J.3.7, gdzie jest szersza dyskusja na ten temat). Marks postulował tworzenie partii politycznych, wykorzystywanie wyborów, co, jak dowodzi historia socjaldemokracji, w ogóle nie doprowadziło do rezultatów, jakich on chciałby. Sekcja J.2 omawia bardziej szczegółowo akcję bezpośrednią, startowanie w wyborach i zagadnienie, czy absencjonizm wyborczy anarchistów oznacza brak zainteresowania polityką.

To zaś przenosi nas do drugiej sprawy, mianowicie charakteru samej rewolucji. Dla Bakunina rewolucja oznaczała rewolucję społeczną, oddolną. Miała ona obejmować zarówno obalenie państwa, jak i wywłaszczenie kapitału. Powiedział on, że "rewolucja musi od pierwszej chwili nastawić się na radykalne, totalne zniszczenie Państwa". Czego "naturalną, konieczną konsekwencją" będzie "konfiskata całego kapitału produkcyjnego i środków produkcji na rzecz stowarzyszeń pracowniczych, które mają wdrożyć je do kolektywnego użytkowania (...) federacyjny Sojusz wszystkich stowarzyszeń ludzi pracy (...) ustanowi Komunę". I "nie będzie mogło już być żadnej pomyślnej politycznej (...) rewolucji, o ile nie zostanie ona przeobrażona w rewolucję społeczną" [Michael Bakunin: Selected Writings (Michaił Bakunin - pisma wybrane), s. 170 i s. 171].

Co przy okazji zaprzecza twierdzeniom Engelsa, jakoby Bakunin uważał "państwo za główne zło, które trzeba zniszczyć" [Marx and Engels Reader, s. 728]. Jasne jest więc, że zapewnienia Engelsa opierają się na wypaczeniu stanowiska Bakunina, gdyż Bakunin zawsze podkreślał, że transformacja eknomiczna i polityczna powinny nastąpić równocześnie w toku procesu rewolucyjnego. Wiedząc, że Bakunin uważał państwo za obrońcę kapitalizmu, musimy przyjąć, że uważał on, że żadna przemiana gospodarki nie będzie możliwa, dopóki nie nastąpi obalenie państwa. Oznacza to także, iż Bakunin uznawał przeprowadzenie rewolucji politycznej przed rewolucją ekonomiczną za równoznaczne z utrzymaniem zniewolenia robotników. Jak przekonywał, "wywalczenie najpierw wolności politycznej nie może być znakiem niczego innego, jak tylko wywalczenia jedynie tej wolności, pozostawienia przynajmniej przez pierwsze dni stosunków społecznych i ekonomicznych w tym samym, dawnym stanie -- czyli pozostawienia właścicieli i kapitalistów z ich bezczelnym bogactwem, a robotników z ich nędzą" [The Political Philosophy of Bakunin, s. 294]. Jeżeli władza ekonomiczna kapitalistów pozostanie nietknięta, to czyż polityczna władza robotników pozostanie silna? Jeśli o to chodzi, to "każda rewolucja polityczna mająca miejsce przed rewolucją społeczną, i w konsekwencji bez niej, z konieczności musi być rewolucją burżuazyjną, zaś rewolucja burżuazyjna może być jedynie narzędziem powodującym powstanie burżuazyjnego Socjalizmu -- czyli jest skazana na doprowadzenie do nowego, bardziej zakłamanego i zręczniejszego, ale wcale nie mniej gnębiącego wyzysku proletariatu przez burżuazję" [Op. Cit., s. 289].

Czy Marks i Engels trwali przy takim właśnie stanowisku? Oczywiste jest, że tak. Omawiając Komunę Paryską, Marks zauważył, że była ona "nareszcie odkrytą formą polityczną, w której należy wypracować wyzwolenie ekonomiczne świata pracy". A ponieważ "polityczne rządy wytwórcy nie mogą współistnieć z utrwalaniem jego społecznego poddaństwa", Komuna miała "służyć jako dźwignia [maszyny] wyrywającej z korzeniami ekonomiczne podwaliny, na których spoczywa istnienie klas" [Marks i Engels, Selected Writings (Pisma wybrane), s. 290]. Engels przekonywał, że "proletariat przejmie władzę publiczną i przy jej pomocy przeobrazi (...) środki produkcji (...) we własność publiczną" [The Marx-Engels Reader, s. 717]. W Manifeście komunistycznym Marks i Engels przekonywali, że "pierwszym krokiem w rewolucji klasy robotniczej" będzie "wyniesienie proletariatu do pozycji klasy rządzącej, wygranie bitwy o demokrację". Proletariat "wykorzysta swą polityczną przewagę do stopniowego wyrwania całego kapitału z rąk burżuazji, do scentralizowania wszystkich narzędzi produkcji w rękach Państwa, tzn. w rękach proletariatu zorganizowanego jako klasa rządząca" [Manifesto of the Communist Party (Manifest Partii Komunistycznej), s. 52].

Analogicznie było, gdy Marks omawiał znaczenie hasła "dyktatura proletariatu". Przekonywał on (w odpowiedzi na pytanie Bakunina: "Nad kim będzie panował proletariat?"), że oznacza ono po prostu, "że dopóki będą istniały w dalszym ciągu i inne klasy, zwłaszcza klasa kapitalistów, proletariat będzie z nią walczył (ponieważ wraz z dojściem proletariatu do władzy jego wrogowie jeszcze nie znikną), będzie musiał używać środków przymusu, a więc sił rządowych; jeżeli on sam wciąż pozostanie klasą, zaś uwarunkowania ekonomiczne, na których opiera się istnienie i walka klas jeszcze nie zanikną, to będą musiały zostać usunięte lub przeobrażone siłą, i proces ich przekształcania będzie musiał zostać przyśpieszony siłą" [The Marx-Engels Reader, ss. 542-3]. Zauważmy, że Marks pisze o "kapitalistach", a nie o "byłych kapitalistach", zakładając przez to, że przedstawiciele proletariatu faktycznie będą nadal proletariuszami po rewolucji "socjalistycznej". A więc dalej będą podporządkowani płatnemu niewolnictwu u kapitalistów.

Jest zatem oczywiste, że Marks i Engels uważali przechwycenie władzy państwowej za kluczowe wydarzenie, a dopiero później nastąpiłoby wywłaszczenie tych, którzy odbierają własność pracownikom. Zatem utrzymałaby się władza ekonomiczna kapitalistów, a proletariat wykorzystywałby władzę polityczną do jej zwalczania i zmniejszania. Anarchiści przekonują, że gdyby proletariat nie dzierżył władzy ekonomicznej, to jego władza polityczna w najlepszym razie nie byłaby bezpieczna, a faktycznie uległaby zwyrodnieniu. Czyż kapitaliści by tylko siedzieli bezczynnie i czekali, gdyby ich władza ekonomiczna była stopniowo eliminowana przez działania polityczne? Czy pracownicy cierpliwie by słuchali swoich szefów, dalej będąc uciskanymi i wyzyskiwanymi przez nich, aż nadejdzie czas, gdy zostanie "wypracowany" koniec ich "poddaństwa społecznego"? (ciekawe jeszcze przez kogo?) Jak udowodniły doświadczenia rewolucji rosyjskiej, stanowisko Marksa i Engelsa okazało się nie do obrony.

Jak zostanie omówione bardziej szczegółowo w dodatku o rewolucji rosyjskiej, rosyjscy robotnicy początkowo poszli drogą przewidzianą przez Bakunina. Po rewolucji lutowej organizowali komitety fabryczne i wystąpili z ideą samorządności pracowniczej w procesie produkcji oraz wprowadzali ją w czyn. Rosyjscy anarchiści całym sercem popierali ten ruch, argumentując, że powinno go się popychać naprzód, dokąd się tylko da. Lenin, przeciwnie, argumentował na rzecz "kontroli pracowników nad kapitalistami" [Czy bolszewicy utrzymają władzę?, s. 52]. Nie powinno zatem być niespodzianką, że tak też wyglądała polityka bolszewików wprowadzona natychmiast po przejęciu władzy. Jednakże, jak przyznaje pewien leninowski pisarz, "dwie przytłaczająco potężne siły zmusiły bolszewików do porzucenia tego »reformistycznego« kursu". Jedną z nich był wybuch wojny domowej, drugą "był fakt, że kapitaliści wykorzystywali pozostałości swojej władzy do zakłócania funkcjonowania systemu. Pod koniec 1917 roku ogólnorosyjski zjazd pracodawców ogłosił, że owe »fabryki, nad którymi jest sprawowana kontrola przy pomocy czynnego przeszkadzania w zarządzaniu, zostaną zamknięte«. Naturalną odpowiedzią robotników na falę lokautów, która po tym nastąpiła, było żądanie, żeby ich [tak!] państwo dokonało nacjonalizacji fabryk" [John Rees, "In Defence of October", ss. 3-82, International Socialism, no. 52, s. 42]. W lipcu 1918 r. zaledwie jedna piąta upaństwowionych firm miała za sobą upaństwowienie przez rząd centralny (co przy okazji ukazuje niezdolność scentralizowanej władzy do skutecznego reagowania na wyzwania). Oczywiste więc, że koncepcja mówiąca, że rewolucja społeczna może nadejść dopiero po rewolucji politycznej, okazała się błędem -- klasa kapitalistów wykorzystała swoje siły do zakłócenia funkcjonowania gospodarki rosyjskiej.

W obliczu dającego się przewidzieć sprzeciwu kapitalistów wobec narzuconego im systemu "kontroli" bolszewicy upaństwowili środki produkcji. Smutne tylko, że w upaństwowionych zakładach pracy systuacja robotnika w istocie wcale się nie zmieniła. Od końca kwietnia 1918 r. Lenin argumentował na rzecz jednoosobowego zarządzania (przez dyrektorów wyznaczonych z góry i wyposażonych we władzę "dyktatorską"). Celem tego było zastąpienie kapitalistycznych menedżerów państwowymi dyrektorami, nie zaś samorządem pracowniczym:

"w pierwszych miesiącach władzy radzieckiej przywódcy komitetów [fabrycznych] mieli trzy sposobności, przy których chcieli wprowadzić swój model [samorządności pracowniczej w gospodarce] w życie. Za każdym razem partyjne kierownictwo ich przemogło. Bolszewicką alternatywą było przekazanie zarówno władzy kierowniczej, jak i uprawnień kontrolnych w ręce organów państwa, które były podporządkowane władzom centralnym, i przez nie uformowane" [Thomas F. Remington, Building Socialism in Bolshevik Russia, s. 38].

Lęk Bakunina przed tym, co mogłoby się zdarzyć, gdyby rewolucja polityczna poprzedziła rewolucję społeczną, okazał się uzasadniony. Klasa robotnicza w dalszym ciągu była wyzyskiwana i uciskana tak jak i wcześniej, najpierw przez burżuazję, a potem przez nową burżuazję składającą się z dyrektorów mianowanych przez państwo, wyposażonych w taką samą władzę, jaką mieli ich poprzednicy (a nawet trochę większą). Przykład Rosji potwierdził analizy Bakunina, dowodzące, że rewolucja musi natychmiast połączyć cele polityczne i ekonomiczne, ażeby zakończyła się sukcesem.

To zaś doprowadza nas do kwestii "dyktatury proletariatu". Chociaż wielu marksistów w zasadzie używa tego określenia do opisywania obrony rewolucji i przez to argumentuje, że anarchiści nie widzą potrzeby, ażeby bronić rewolucji, to jednak nie jest to słuszne. Anarchiści począwszy od Bakunina przekonywali, że rewolucja będzie musiała bronić się przed kontrrewolucją. Totalnie odrzucamy taką nazwę (patrz sekcje H.2.1, I.5.14 i J.7.6, gdzie zostaną obalone twierdzenia, jakoby anarchiści sądzili, że rewolucja nie wymaga obrony). Zatem dlaczego Bakunin odrzucił ten termin? Aby zrozumieć dlaczego, musimy przedstawić pewne tło historyczne -- mianowicie fakt, że w okresie, gdy pisał on swoje dzieła, proletariat stanowił mniejszość wśród mas pracujących.

Ująwszy sprawę prosto, dziewiętnastowieczni anarchiści odrzucali ideę "dyktatury proletariatu" po prostu dlatego, że w owym czasie proletariat był mniejszością wśród ludzi pracy. Z czego wynika, że argumentowanie na rzecz dyktatury proletariatu oznaczałoby argumentowanie na rzecz dyktatury klasy mniejszościowej, do której nie należała większość ludu. Na przykład w czasie, gdy Marks i Engels pisali swój Manifest Komunistyczny, ponad 80% ludności Niemiec i Francji stanowili chłopi albo rzemieślnicy -- których Marks określał jako "drobnomieszczaństwo", a jego następcy jako "drobną burżuazję". Ten fakt oznacza, że komentarz w Manifeście Komunistycznym o tym, iż "ruch robotniczy jest świadomym, niezależnym ruchem ogromnej większości, w interesie ogromnej większości" był po prostu nieprawdą. Raczej było to tak, że do końca życia Marksa (a i przez kilka następnych dziesięcioleci) ruch robotniczy był podobny "wszystkim poprzednim ruchom", mianowicie "ruchem mniejszości, albo też w interesie mniejszości" [The Marx-Engels Reader, s. 482].

Nie jest to tak, żeby Marks i Engels nie byli tego świadomi. W Manifeście Komunistycznym zauważają, że "w krajach takich jak Francja" chłopi "stanowią znacznie więcej niż połowę ludności". W swoim słynnym dziele z 1875 roku, "Krytyka programu gotajskiego", Marks zauważył, że "większość »ludu pracującego« w Niemczech składa się z chłopów, a nie proletariuszy". Mniej więcej w tym samym czasie, w innym tekście podkreślał, że "chłop (...) stanowi mniej lub bardziej znaczną większość (...) w krajach kontynentu zachodnioeuropejskiego" [Op. Cit., s. 493, s. 536 i s. 543].

Zatem jest oczywiste, że przedstawiona przez Marksa i Engelsa wizja rewolucji proletariackiej była taką wizją, w skład której wchodził dyktat mniejszości nad większością. Z tego powodu Bakunin odrzucił tę koncepcję. Po prostu zwrócił uwagę na to, że w owym czasie "dyktatura proletariatu" tak naprawdę oznaczałaby dyktaturę mniejszości ludzi pracy, a więc "rewolucję" polegającą na wykluczeniu większości ludzi pracy (tzn. rzemieślników i chłopów). W r. 1873 przekonywał:

"Jeżeli proletariat ma być klasą rządzącą (...) to nad kim będzie panował? Musiałby istnieć jeszcze jeden proletariat, który będzie poddany tym nowym rządom, temu nowemu państwu. Może to być chłopski motłoch (...) który, znajdując się na niższym poziomie kulturalnym, będzie prawdopodobnie rządzony przez proletariat miejski i fabryczny" [Statism and Anarchy (Państwowość i anarchia), ss. 177-8].

Bakunin ciągle podkreślał, że chłopi "przyłączą się do sprawy robotników miejskich, o ile tylko zostaną przekonani, że ci ostatni nie będą usiłowali narzucać im swojej woli albo jakiegoś ładu politycznego czy społecznego wymyślonego przez miasto dla uszczęśliwienia wsi; przyłączą się do sprawy, byleby tylko mieli pewność, że pracownicy przemysłu nie odbiorą im ich ziemi". Zauważyliśmy już, że podczas gdy marksiści dążyli do "rozwoju i organizowania władzy politycznej klas pracujących, a głównie proletariatu miejskiego", celem anarchistów była "społeczna (a przez to anty-polityczna) organizacja i władza mas pracujących miast i wsi" [The Political Philosophy of Bakunin, s. 401 i s. 300].

Zdaniem Bakunina zalecanie "dyktatury proletariatu" w rzeczywistości, w której ogromną większość ludzi pracy stanowili chłopi, byłoby katastrofą. I dopiero gdy zrozumiemy te uwarunkowania społeczne, będziemy mogli też zrozumieć sprzeciw Bakunina wobec postulowanej przez Marksa "dyktatury proletariatu" -- byłaby ona dyktaturą klasy mniejszościowej nad resztą pracującej ludności (Bakunin uważał za oczywiste, że klasy kapitalistów i ziemian powinny zostać wywłaszczone i powstrzymane przed niszczeniem rewolucji!). Według Bakunina, w sytuacji, gdy klasa robotników przemysłowych stanowi mniejszość, zasadnicze znaczenie ma "organizowanie miejskiego proletariatu w imię rewolucyjnego Socjalizmu, a przy okazji złączenie go wraz z chłopstwem w jedną przygotowawczą organizację. Powstanie samego tylko proletariatu nie byłoby wystarczające; wówczas mielibyśmy bowiem rewolucję tylko polityczną, która z konieczności wytworzyłaby naturalną i uprawnioną reakcję ze strony chłopów, i ta reakcja, czy też po prostu obojętność chłopów zdusiłaby rewolucję miast" [Op. Cit., s. 378.]

To wyjaśnia, dlaczego anarchiści na kongresie w Saint Imier przekonywali, że "żadne państwo polityczne nie może być niczym innym, jak tylko zorganizowanym systemem panowania przynoszącym korzyść jednej klasie z uszczerbkiem dla mas. A gdyby tak proletariat przejął władzę, to sam z kolei stałby się nową klasą panującą i wyzyskującą innych". Można zrozumieć ich niepokój, ponieważ proletariat był w owym czasie klasą mniejszościową. Według anarchistów, wtedy i dzisiaj, rewolucja społeczna, aby zakończyła się powodzeniem, musi być naprawdę ludowa i obejmować większość populacji. Nic więc dziwnego, że kongres ten podkreślał rolę proletariatu w walce o socjalizm, argumentując, że "proletariat wszystkich kontynentów (...) musi stworzyć solidarność rewolucyjnego działania (...) niezależnie i w opozycji do wszystkich form burżuazyjnej polityki" . Celem ruchu robotniczego były ponadto "wolne organizacje i federacje (...) tworzone przez spontaniczne działania samego proletariatu, [tzn. przez] autonomiczne komuny i struktury handlowe" [według cytatu podanego w Bakunin on Anarchism, s. 438, s. 439 i s. 438].

Stąd też wziął się komentarz Bakunina, że "wyróżnienie proletariatu, świata robotników, jako klasy, a nie jako masy" jest "czymś głęboko antypatycznym dla nas, rewolucyjnych anarchistów, którzy bezwarunkowo zalecamy pełną emancypację całego ludu". Przekonywał on, że uczynienie tego nie oznaczałoby "niczego innego, jak tylko utworzenia nowej arystokracji, złożonej z miejskich i przemysłowych pracowników, w celu wykluczenia tych milionów, które składają się na proletariat wiejski i które (...) w rezultacie staną się poddanymi tego wielkiego tak zwanego Państwa Ludowego" [Michael Bakunin: Selected Writings (Michaił Bakunin - Pisma wybrane), ss. 253-4].

I jeszcze raz doświadczenia rewolucji październikowej zdają się potwierdzać lęki Bakunina. Bolszewicy wprowadzili w życie dyktaturę miasta nad wsią, co doprowadziło do katastrofalnych skutków (zobacz więcej szczegółów w dodatku o Rosji).

Jeszcze jedna sprawa z tym związana. Chociaż anarchiści odrzucają "dyktaturę proletariatu", to oczywiście nie odrzucamy kluczowej roli, jaką proletariat musi odegrać w każdej rewolucji społecznej (przeczytaj w sekcji H.2.2 o tym, dlaczego zapewnienia marksistów, że anarchiści odrzucają walkę klasową, są kłamstwem). Odrzucamy jedynie ideę mówiącą, że proletariat musi narzucić swój dyktat innym ludziom pracy, takim jak chłopi czy rzemieślnicy. Nie odrzucamy konieczności obrony rewolucji przez ludzi z klas pracujących, ani konieczności wywłaszczenia przez nich klasy kapitalistów, ani konieczności kierowania przez nich swoimi własnymi działaniami, a przez to i społeczeństwem.

Następnie pojawia się kwestia tego, że nawet gdyby proletariat naprawdę przejął władzę polityczną, to czyż możliwe byłoby jej rzeczywiste sprawowanie przez jego ogół? Bakunin wysuwa tutaj oczywiste zastrzeżenia:

"Nawet jeśli przyjmiemy taki punkt widzenia, że miejski proletariat jest tym, który przypuszczalnie ma zebrać jedyną nagrodę podczas przejęcia władzy politycznej, to na pewno stanie się oczywiste, że ta władza nigdy nie będzie niczym innym, jak tylko pozorem? Niemożliwością będzie, aby kilka tysięcy ludzi, nie mówiąc już o dziesiątkach czy setkach tysięcy, dzierżyło taką władzę rzeczywiście. Będzie ona musiała być sprawowana w ich zastępstwie, co oznacza powierzenie jej grupie ludzi wybranych, aby ich reprezentowali i nimi rządzili, co z kolei niezawodnie przywróci całe zakłamanie i służalczość rządów przedstawicielskich czy też burżuazyjnych. Po krótkim rozbłysku wolności czy orgii rewolucji obywatele nowego Państwa obudzą się jako niewolnicy, marionetki i ofiary nowej grupy ambitnych ludzi" [Op. Cit., ss. 254-5].

Bakunin powtórzył tę argumentację w Państwowości i anarchii, gdzie zapytał: "Co to znaczy »proletariat wyniesiony do godności klasy rządzącej«? Czy cały proletariat stanie na czele rządu? Niemcy sobie liczą około 40 milionów ludzi. Czy całe te 40 milionów stanie się członkami rządu? Cały naród będzie rządził, ale nikt nie będzie rządzony. Więc wtedy nie będzie żadnego rządu, żadnego państwa; ale jeżeli będzie istniało państwo, to będą też istnieli i tacy, którzy będą rządzeni, będą istnieli słudzy". Bakunin przekonywał, że marksiści rozwiązują ten dylemat "według prostego wzorca. Przez rząd ludowy rozumieją oni rząd z ludu, tworzony przez niewielką liczbę przedstawicieli wybranych przez lud. Tak zwani przedstawiciele ludu i władcy państwa wybrani przez cały naród na podstawie powszechnego prawa wyborczego -- ostatnie słowo marksistów, jak też i szkoły demokratycznej -- to kłamstwo, za którym stoi despotyzm rządzącej mniejszości, pozostaje w ukryciu, kłamstwo tym niebezpieczniejsze, że dla pozoru bywa przedstawiane jako wyraz woli ludu" [Statism and Anarchy (Państwowość i anarchia), s. 178].

A więc jakie stanowisko w tej kwestii zajmuje Marks? Pozostaje oczywiste, że samozwańczy następcy Marksa popierają ideę rządów "socjalistycznych" (owszem, wielu z nich, łącznie z Leninem i Trockim, zaszło w tym aż tak daleko, by przekonywać, że dyktatura partii jest konieczna dla sukcesu rewolucji -- patrz następna sekcja). Natomiast stanowisko samego Marksa jest mniej jasne. W odpowiedzi na pytanie Bakunina, czy wszyscy Niemcy zostaną członkami rządu, przekonywał, że "oczywiście, ponieważ cała rzecz zaczyna się od samorządności miejskiej". Ale równocześnie napisał taki komentarz: "Czy rzeczywiście może być tak, że na przykład w związku zawodowym wszyscy członkowie związku formują jego komitet wykonawczy?", co by sugerowało, że w marksistowskim systemie socjalizmu istniałby podział pracy na rządzących i podporządkowanych [The Marx-Engels Reader, s. 545 i s. 544]. W innym miejscu mówi on o "socjalistycznym rządzie (...) dochodzącym w jakimś kraju do władzy" ["List do F. Domela-Nieuwenhuis", w: The Paris Commune of 1871: The View from the Left, pod redakcją Eugene Schulkinda, s. 244].

Zatem krytyka Bakunina trzyma się kupy, gdyż oczywiste jest, że Marks i Engels w ramach "dyktatury proletariatu" widzieli u władzy rząd socjalistyczny. Zdaniem Bakunina i wszystkich anarchistów, jeżeli jakaś partia polityczna tworzy rząd, to oczywiste jest, że to ona dzierży władzę, nie zaś masy ludzi pracy, o których partia ta twierdzi, że je reprezentuje. Od samego początku anarchiści argumentowali, że Marks popełnił ciężki błąd myląc władzę robotników z państwem. A to dlatego, że państwo jest środkiem, przy pomocy którego kierowanie sprawami ludzi zostaje im odebrane i pozostawione w rękach garstki. Państwo oznacza oddelegowanie władzy. A zatem tak zwane "państwo robotnicze" czy "dyktatura proletariatu" są sprzecznościami pojęciowymi. Zamiast oznaczać władzę kierowania społeczeństwem przez klasę robotniczą, oznaczają one faktycznie coś odwrotnego, a mianowicie przekazanie tej władzy grupce przywódców partyjnych na szczytach scentralizowanej struktury. Dzieje się tak dlatego, że "wszystkie reguły Państwa, wszystkie rządy z samej swej natury są umieszczone poza ludem. Z konieczności muszą one pragnąć podporządkowania ludu zwyczajom i celom całkowicie mu obcym. Dlatego też ogłaszamy, że jesteśmy wrogami (...) wszystkich organizacji państwowych jako takich, i wierzymy, że lud będzie mógł być szczęśliwy i wolny, gdy zorganizuje się oddolnie w górę przy pomocy swoich własnych, całkowicie wolnych stowarzyszeń, bez nadzoru żadnych aniołów stróży, gdy stworzy swoje własne życie" [Marxism, Freedom and the State (Marksizm, wolność i państwo, s. 63]. Toteż Bakunin stale argumentował na rzecz zdecentralizowanego, federalnego systemu rad robotniczych zorganizowanego oddolnie w górę. Przeobrażenie rządu bolszewików w dyktaturę nad proletariatem już we wczesnych etapach rewolucji rosyjskiej po raz kolejny potwierdza Bakuninowską krytykę marksizmu.

To zaś się wiąże z ostatnią sprawą, a mianowicie taką, czy rewolucja będzie scentralizowana czy zdecentralizowana. Czytając Marksa, dochodzimy do wniosku, że kwestia jest nieco pogmatwana, z powodu jego poparcia dla Komuny Paryskiej i jej programu federalistycznego (napisanego, co musimy zauważyć, przez ucznia Proudhona). Natomiast w r. 1850 Marks opowiedział się za skrajną centralizacją władzy. Jak to ujął, robotnikom "nie wolno marzyć wyłącznie o jednej, niepodzielnej republice niemieckiej, ale też w ramach tej republiki muszą oni dążyć do jak najwyraźniejszej centralizacji władzy w rękach organów państwa". Przekonywał, że w kraju takim jak Niemcy, "gdzie istnieje tyle przeżytków średniowiecza, które muszą zostać zniesione" nie wolno "w żadnych okolicznościach pozwalać na to, by jakakolwiek wieś, jakiekolwiek miasto czy jakakolwiek prowincja miała możność stawiać nowe przeszkody na drodze rewolucyjnej działalności, która może postępować z pełną siłą [tylko] od środka". Podkreślał, że "tak jak we Francji w 1793 r., tak i dzisiaj w Niemczech zadaniem prawdziwie rewolucyjnej partii jest przeprowadzenie najbezwzględniejszej centralizacji" [The Marx-Engels Reader, s. 509-10]. Lenin wybrał sobie właśnie taką odmianę myśli Marksa, przekonując, że "Marks był centralistą" i wprowadzając w życie tę wizję zarówno wewnątrz partii, jak i w całej Rosji po dojściu do władzy [The Essential Works of Lenin, s. 310].

Jak na ironię, przedmowa Engelsa do wydania dzieła Marksa z 1885 roku obnaża błędność jego stanowiska. Engels stwierdził, że "ten urywek opiera się na nieporozumieniu" i "teraz (...) jest powszechnie wiadome, że podczas całej rewolucji (...) cała administracja departamentów, okręgów i gmin składała się z władz wybranych samodzielnie przez poszczególne obwody wyborcze i że władze te działały całkowicie swobodnie (...) że to akurat prowincjonalny i lokalny samorząd (...) stał się najpotężniejszą dźwignią rewolucji" [The Marx-Engels Reader, s. 510 f]. (Chodzi tutaj o Komunę Paryską i towarzyszące jej wydarzenia na francuskiej prowincji w 1871 r.) Pierwotne uwagi Marksa postulują narzucenie wolności przez centrum ogółowi ludności nie pragnącej jej wcale (a w takim przypadku, jakimż cudem centrum mogłoby być przedstawicielstwem większości w tej kwestii?). Ponadto w jaki sposób taka rewolucja mogłaby być prawdziwą rewolucją społeczną, gdyby nie działa się wśród lokalnych grup najniższych warstw w całym kraju? Nic zatem dziwnego, że autonomia lokalna odgrywała kluczową rolę w każdej prawdziwej rewolucji.

A zatem i w tym historia przyznała rację Bakuninowi. Centralizm zawsze zabijał rewolucję i, jak Bakunin zawsze przekonywał, prawdziwy socjalizm da się zbudować jedynie oddolnie, przez ludność każdej wsi, miasteczka i miasta. Problemów, przed jakimi staje świat albo rewolucja, nie może rozwiązać garstka ludzi na szczytach władzy przy pomocy dekretów. Można je rozwiązać jedynie na drodze czynnego uczestnictwa mas ludzi z klas pracujących. A tego rodzaju partycypację centralizm i rząd wykluczają z samej swej natury. W istocie jest to więc rozszerzenie pytania, czy cała klasa sprawuje władzę w warunkach "dyktatury proletariatu". W ustroju scentralizowanym jest oczywiste samo w sobie, że władza musi być sprawowana przez nielicznych (czego dowodzi argumentacja Marksa z 1850 r.). Centralizm z samej swej natury wyklucza możliwość masowego uczestnictwa w procesie podejmowania decyzji. Ponadto decyzje wypracowane przez tego typu organa nie mogą odzwierciedlać rzeczywistych potrzeb społeczeństwa. Jak powiedział Bakunin:

"Jakiż to człowiek, jaka grupa osób, niezależnie od tego jak wielki byłby ich geniusz, ośmieliłaby się pomyśleć o sobie, że jest zdolna ogarnąć i zrozumieć całą pełnię interesów, skłonności i działalności ludzi, tak odmienną w każdym kraju, każdej prowincji, w każdej okolicy i w każdej grupie zawodowej" [Michael Bakunin: Selected Writings (Michaił Bakunin - pisma wybrane), s. 240].

Bakunin podkreślał, że "rewolucja powinna być niezależna od swego miejsca centralnego i wszędzie taka pozostać. Miejsce centralne musi być jej wyrazem i wytworem -- a nie jej źródłem, przewodnikiem i przyczyną (...) przebudzenie wszystkich lokalnych namiętności i przebudzenie spontanicznego życia we wszystkich miejscach musi się dobrze rozwinąć, ażeby rewolucja pozostawała żywa, realna i potężna" [Op. Cit., ss. 179-80]. I musimy podkreślić, że nie wynika z tego izolacja. Bakunin zawsze podkreślał znaczenie organizacji federacyjnej w celu koordynowania walki i obrony rewolucji. Jak to ujął, wszystkie rewolucyjne komuny będą musiały zawiązać federację w celu "zorganizowania niezbędnych usług komunalnych oraz systemów produkcji i wymiany, ustanowienia karty równości, będącej podstawą wszelkich swobód -- karty o charakterze całkowicie negatywnym, definiującej, co musi zostać zniesione na zawsze, a nie wyznaczającej pozytywnych form miejscowego życia społecznego, które stworzyć można jedynie przez żywą praktykę każdej miejscowości -- i zorganizowania wspólnej obrony przed wrogami Rewolucji" [Op. Cit., s. 179].

Mówiąc krótko, anarchiści nie powinni "akceptować, nawet w rewolucyjnych okresach przejściowych, żadnych zgromadzeń konstytucyjnych, rządów tymczasowych czy też tak zwanych rewolucyjnych dyktatur; jesteśmy bowiem przekonani, że rewolucja jest szczera, uczciwa i prawdziwa tylko w rękach mas, i że kiedy skupia się w rękach garstki rządzących jednostek, wtedy natychmiast nieuchronnie staje się reakcją". Zamiast tego rewolucja "wszędzie musi być dziełem ludu i najwyższa kontrola nad nią zawsze musi należeć do ludu zorganizowanego w wolną federację stowarzyszeń rolniczych i przemysłowych (...) ustanowionych oddolnie w górę przy pomocy rewolucyjnych delegatów" [Op. Cit., s. 237 i s. 172].

Wiedząc o poparciu Marksa dla federacyjnych idei Komuny Paryskiej, można by było przekonywać, że marksizm nie jest przywiązany do polityki ścisłej centralizacji (chociaż oczywiście Lenin przekonywał, że Marks był zdecydowanym zwolennikiem centralizacji). Natomiast pozostaje prawdą, że (cytując Daniela Guerina) komentarze Marksa na temat Komuny różnią się "znacząco od pism Marksa sprzed 1871 r. oraz tych napisanych po 1871 r.", podczas gdy komentarze Bakunina były "tak naprawdę całkiem spójne z linią, jaką on przyjął w swych wcześniejszych pismach" [No Gods, No Masters (Bez Boga i pana), t. 1, s. 167]. Rzeczywiście, jak zauważył sam Bakunin, chociaż marksiści "ujrzeli, jak powstanie podważyło wszystkie ich idee", to "poczuli się zmuszeni zdjąć przed Komuną czapki z głów" [Michael Bakunin: Selected Writings (Michaił Bakunin - pisma wybrane), s. 261]. Ta modyfikacja koncepcji Marksa nie ograniczała się tylko do federalizmu. Marks pochwalał także wprowadzony przez Komunę system udzielania mandatów odwoływalnym delegatom. Było to właśnie rozwiązanie, na rzecz którego Bakunin argumentował wcześniej przez wiele lat. Na przykład w roku 1868 mówił o "Rewolucyjnej Radzie Komunalnej", składającej się z "delegatów (...) obdarzonych pełnym mandatem, ale odpowiedzialnych [przed wyłaniającymi ich zgromadzeniami] i odwoływalnych" [Op. Cit., ss. 170-1]. Jeśli więc o to chodzi, to Komuna Paryska była uderzającym potwierdzeniem idei Bakunina na wielu płaszczyznach, nie zaś idei Marksa (który dostosował do niej swoje idee, dopasowując je przez to do idei Bakunina!).

Streszczając, Bakunin argumentował, że decentralizacja władzy ma zasadnicze znaczenie dla prawdziwej rewolucji, która chce osiągnąć coś więcej niż tylko zmianę na stołkach. Wolne społeczeństwo będzie mogło być stworzone i kierowane tylko oddolnie, przez aktywne uczestnictwo większej części populacji. Centralizacja by to zniszczyła, a więc zabiła rewolucję. Tymczasem Marks i Engels, chociaż czasami popierali federalizm i lokalną samorządność, mieli w swojej polityce centralistyczną skazę, o której Bakunin twierdził, że zaprzepaści powodzenie każdej rewolucji.

Od czasów Bakunina anarchiści pogłębili jego krytykę marksizmu. A wraz z doświadczeniami bolszewizmu zaczęli przekonywać, że Bakunin przewidział kluczowe błędy wynikające z idei Marksa. Wiedząc, że następcy Marksa, zwłaszcza Lenin i Trocki, kładli nacisk na aspekty jego myśli związane z centralizacją i "rządem socjalistycznym" (chociaż też w wielu sprawach je wypaczyli), anarchiści argumentują, że krytyka Bakunina jest obecnie równie ważna, co dawniej. Prawdziwy socjalizm może nadejść tylko od dołu.

następna sekcja