poprzednia sekcja

D.1.3 Czy interwencjonizm państwowy ma charakter socjalistyczny?

Nie. Wolnościowy socjalizm polega na samowyzwoleniu i kierowaniu swoją działalnością przez samego siebie. Sprawienie, by państwo działało za nas jest przeciwieństwem tych ideałów. Do tego jeszcze pytanie to zakłada, że socjalizm jest powiązany ze swoim przeznaczeniem, etatyzmem, i że socjalizm oznacza jeszcze więcej biurokratycznej kontroli i centralizacji. Utożsamienie socjalizmu z państwem jest tym, w czym staliniści i obrońcy kapitalizmu zgadzają się ze sobą nawzajem. Jednakże, jak zobaczymy w sekcji H.2, "państwowy socjalizm" jest w rzeczywistości tylko państwowym kapitalizmem -- obróceniem świata w "jedno biuro i jedną fabrykę" (używając wyrażenia Lenina). Nic więc dziwnego, że większość ludzi zdrowych na umyśle przyłącza się do anarchistów w kwestii jego odrzucenia. Kto chce pracować w ustroju, w którym jeśli się nie lubi szefa (tzn. państwa), nie można nawet go porzucić?

Teoria, iż interwencja państwa to "raczkujący socjalizm" odnosi się dosłownie do kapitalistycznej ideologii laissez-faire, nie zdając sobie sprawy, że jest to raczej ideologia niż rzeczywistość. Kapitalizm jest systemem dynamicznym i ewoluuje z biegiem czasu, ale to jeszcze nie znaczy, że odchodząc od swego teoretycznego punktu początkowego przekreśla on swój istotny charakter i staje się socjalistyczny. Kapitalizm narodził się w wyniku interwencji państwa, i za wyjątkiem bardzo krótkiego okresu laissez-faire, który zakończył się depresją, jego istnienie zawsze zależało od interwencji państwa.

Twierdzenie, że interwencja państwa jest "socjalistyczna" pomija też realia koncentracji władzy w kapitalizmie. Rzeczywisty socjalizm wyrównuje ilość posiadanej władzy, zwracając ją ludziom, lecz, jak opisuje Noam Chomsky, "[w] społeczeństwie o wielkich kontrastach społecznych najbardziej nieprawdopodobne jest to, że programy rządowe będą je wyrównywać. Raczej należy oczekiwać, że będą one projektowane i zręcznie kierowane przez prywatne potęgi dla ich własnych korzyści; i w znacznym stopniu te oczekiwania się sprawdzają" [The Chomsky Reader, p. 184]. "Państwo opiekuńcze równa się socjalizm" to nonsens.

Podobnie w Anglii - upaństwowienie około 20% gospodarki (w tym również jej najbardziej nierentownych sektorów) przez rząd Partii Pracy w 1945 roku było bezpośrednim rezultatem strachu klasy rządzącej, nie socjalizmu. Jak powiedział Quintin Hogg, wówczas prominentny działacz torysowski [tj. z Partii Konserwatywnej]: "Jeśli nie dacie ludowi reform społecznych, to on da wam rewolucję społeczną". Wspomnienia o niedawnych rewolucjach w całej Europie po pierwszej wojnie światowej oczywiście były jeszcze żywe w wielu umysłach po obu stronach barykady. Nieprawdą jest też, żeby szczególnie się obawiano nacjonalizacji jako "socjalizmu". Jak stwierdzali ówcześni anarchiści, "prawdziwe opinie kapitalistów można poznać [raczej] na podstawie warunków na giełdzie i oświadczeń przemysłowców niż ław poselskich stronnictwa torysów /.../ [a stąd] widać, że klasy posiadające wcale nie są zirytowane spuścizną i dążeniami Partii Pracy" [Vernon Richards, ed., Neither Nationalisation nor Privatisation -- Selections from Freedom 1945-1950, p. 9].

Więc jakie jest stanowisko anarchistów w sprawie interwencji państwa? Zazwyczaj jesteśmy jej przeciwni, chociaż większość z nas uważa, że usługi państwowej opieki zdrowotnej i zasiłki dla bezrobotnych (na przykład) są pożyteczniejsze dla społeczeństwa niż produkcja broni, i - pod nieobecność bardziej anarchistycznych rozwiązań - lepsze niż alternatywa "wolnorynkowego" kapitalizmu. Nie znaczy to, że czujemy się szczęśliwi dzięki interwencji państwa, która w praktyce nadwątla samopomoc klas pracujących, wzajemną pomoc i autonomię. Ponadto interwencja państwa o charakterze "socjalnym" jest często paternalistyczna, kierowana przez "klasy średnie" dla "klas średnich" (tzn. klasy menedżerów, przedstawicieli wolnych zawodów i innych samozwańczych "ekspertów"). Jednakże dopóki nie nadejdzie taki czas, gdy zostanie stworzona anarchistyczna kontrkultura zdolna do osiągnięcia przewagi, nie będziemy mieli wielkiego wyboru i z konieczności będziemy "popierać" mniejsze zło (ale nie popełniajmy błędu, to jest zło).

Nie przeczy to temu, że pod wieloma względami takie "wsparcie" państwa można wykorzystać jako środek do odzyskania części władzy i wkładu pracy, ukradzionych nam poprzednio przez kapitalistów. Interwencja państwa może dać ludziom pracy więcej możliwości wyboru niż mieliby ich w innym wypadku. Gdyby działania państwa nie mogły być wykorzystywane w ten sposób, byłoby bardzo wątpliwe, czy kapitaliści i ich najemni "eksperci" spędzaliby tyle czasu próbując ją osłabić i ograniczyć. Ponieważ klasa kapitalistów pomyślnie wykorzystuje państwo, aby wzmacniać swoją władzę i prawa własności, należy oczekiwać, że ludzie pracy też uczynią z niego taki użytek, jaki tylko będą mogli. Niech będzie tak, jak może być, ale anarchiści nie stają się przez to ślepi na ujemne przejawy państwa opiekuńczego i innych form państwowej interwencji (zobacz w sekcji J.5.15 o stanowiskach anarchistów w sprawach państwa opiekuńczego).

Jednym z problemów z interwencją państwa, jak powiedział Kropotkin, jest to, że pochłonięcie przez państwo funkcji społecznych "z konieczności sprzyjało rozwojowi rozpasanego, ciasnego indywidualizmu. Proporcjonalnie do tego, jak liczba obowiązków wobec Państwa rosła, obywatele byli wyraźnie zwalniani ze swoich obowiązków w stosunku do siebie nawzajem" [Pomoc wzajemna]. W przypadku "funkcji społecznych" państwa, takich jak brytyjska państwowa służba zdrowia, chociaż były one tworzone w wyniku społecznej atomizacji spowodowanej przez kapitalizm, to dążą one do wzmacniania indywidualizmu i braku osobistej i społecznej odpowiedzialności, tego samego, który najpierw wytworzył potrzebę takich działań. (Formy samopomocy społecznej i w obrębie lokalnych społeczności zostaną omówione w sekcji J.5.16).

Przykład upaństwowionych gałęzi przemysłu jest dobrym wskaźnikiem niesocjalistycznego charakteru państwowej interwencji. Nacjonalizacja oznaczała zastąpienie kapitalistycznego biurokraty państwowym, z niewielką poprawą życia poddanych "nowemu" reżimowi. W szczytowym momencie powojennych nacjonalizacji przeprowadzanych przez brytyjską Partię Pracy anarchiści wskazywali na ich antysocjalistyczny charakter. Nacjonalizacja "naprawdę jednoczyła starą klasę indywidualnych kapitalistów z nową, efektywną klasą dyrektorów, aby kierować /.../ państwowym kapitalizmem" poprzez "posadzenie naprawdę kreatywnych przemysłowców na dyktatorskich stołkach dyrektorów państwowych" [Vernon Richards, Op. Cit., p. 10].

Anarchiści opowiadają się po stronie działalności kierowanej przez siebie samych i akcji bezpośredniej w celu uzyskania poprawy i obrony reform tu i teraz. Organizując strajki i protesty samemu możemy poprawić swój byt. To wcale nie znaczy, że wykorzystywanie akcji bezpośrednich do uzyskiwania tego, że zostaną ustanowione sprzyjające prawa, a mniej sprzyjające odwołane, jest stratą czasu. Nic z tych rzeczy. Natomiast dopóki zwykli ludzie nie wykorzystają swojej własnej siły i organizacji leżących na samym dole, u podstaw, aby wymusić prawa, państwo i pracodawcy będą zwracać uwagę na każde z nielubianych praw tylko po to, by je łamać. Ufając państwu, społeczna samoobrona przed rynkiem i koncentracją władzy działa na próżno. W końcu, co państwo daje (albo do dania czego zostaje zmuszone), to może i odebrać - ale co my tworzymy i czym kierujemy sami, to zawsze odpowiada naszym pragnieniom i interesom. Widzieliśmy, jak podatna jest opieka państwa na naciski ze strony klasy kapitalistów, dostrzegając, że mówienie o tym jest wręcz truizmem.